Improwizacja w koreańskim stylu
- wzbogacanie brzmienia wykonywanego utworu instrumentalnego poprzez
m.in. żonglowanie komórkami podczas pauz w jednej lub
drugiej ręce, a trzymanie jej w zębach, gdy obie ręce
są potrzebne. Dzięki temu osiągane brzmienie jest
bardziej drapieżne, a zarazem zabawne. Innym wariantem
improwizacji w k.s. jest obracanie kółkami w
kolorach olimpijskich na nodze lub przedramieniu. Dotyczy to w
szczególności improwizacji na instrumentach dętych
lub wymagających postawy stojącej.
Za początki
improwizacji w k.s. uznaje się powszechnie wysadzenie w
roku 1729 przez portugalskich żeglarzy jednego z majtków
na skalistej wysepce w pobliżu Korei; nie znając
miejscowego języka próbował on porozumieć się
językiem migowym, którego nauczył się na
targowisku pod Łomżą (Polska), przez co improwizacja
w k.s. ma wyjątkowo ludyczny charakteri; wpłynęło
to też na niezwykłą popularność rytmów
nieparzystych w koreańskiej muzyce ludowej.
Prawdę powiedziawszy, jednak na Północy, mimo dawnych skłonności trójdzielnych, przestawiono się na system parzysty. Człowiek jednak zaposiada dwie nogi do maszerowania, nawet sam Kim Dzong Il…
Mówcie co chcecie, ale ci z północy to jednak mają klasę. Nie to co to zblazowane południe… Chociaż melodię też jakbym skądś znał…
Psiakość - pomyślał komisarz Foma - nie dość, że zabrali nam EXPO, to jeszcze zabierają mi ludzi, żeby wykryć kradzieze parzystych części taktów z ich popowego TOP10, o parzystych alikwotach nie wspomianając. Naczytali się Ursuli Le Guin czy co? Kogo ja mam im posłać? Podhalańskiego? Też coś!
Podhalańskiego do Korei?! Nigdy! Podhalański to nasze Dobro Narodowe, a Koreańczycy… wiadomo co Koreańczycy lubią.
Psia kość? Podhalański z
odrazą pomyślał: co ten komisarz wygaduje!
Oby nie
stała się kością niezgody, bo kości zostały
rzucone - dokończył już głośno i zaczął
się przygotowywać do śledztwa. A nos mu mówił,
że będzie trudne; A może i bardzo
trudne, o ile dobrze zrozumiał swój nos, mający
wyraźne problemy z artykulacją. I z kim ja tu muszę
pracować? — pomyślał Podhalański.
Ty Podhalański nie myśl, że gdzieś pojedziesz - powiedział po chwili komisarz Foma, odrywając wzrok od ekranu monitora, na którym widać było szybkość i efektywność mailowej korespondencji, zawstydzającą niejedną kancelarię. - Nie obrobiłeś się jeszcze ze statystyką mandatów za trzeci kwartał, a i u nas jest co robić. Uzgodniłem, że my dajemy wsparcie zdalnie. Na miejsce jedzie Zeenowjew z Petersburga, akurat przydałoby się, żeby zniknął z oczu przed wyborami. Podziękowania możesz zostawić mi w karteczce pod choinką.
Karteczkę należy umieścić w pudełku. Pudełko zaś obkleić trzema warstwami papieru pakowego i obwiązać jedwabną wstążeczką, w celu szybkiej identyfikacji.
Podziękowania owinięte w karteczkę wygladały całkiem jak budzik. Godzina zero ustawiona była na ósmą.
Tymczasem agent 0,7l z lekka
zaczerwienionym nosem podszedł do kasy:
- pierwsza klasę
do ..ula proszę.
-dokąd?
- no mówię: do
Seula, skończył wycierać nos.
Nie ma do Seula - powiedziała
krótko kasjerka, której głos kiedyś, gdzieś brzmiał
aksamitnie, ale zaraz to tym kiedyś, ktoś, kogo nie oczarował ten
aksamit uciekł z tego gdzieś, kto wie czy nie do Sula.
- A do Phenianu jest? - zaatakował z innej strony Zeenowjew.
- Jest, ale tylko dla instruktorów ze służb mundurowych.
- Jestem ze służb.
- To proszę o legitymację. Kiedy obywatelu mundurowy chcecie leciec?
- Jak najszybciej - powiedział Zeenowjew, podając legitymację lejtnanta
kadetów na nazwisko Żninski. Przyglądając się, jak kasjerka
wypisuje bilet układał już plan przejścia przez 38 równoleżnik.
A tymczasem, zaledwie 135 km od
Seula…
http://gospodarka.gazeta.pl/technologie/1,82008,4717299.html
Takie trudne zadania i tylko 0,7l ? Już dawno powinienem awansować na 1,4l - pomyślał i rozejrzał się za strefą wolnocłową.
Rownoleznik zwisal nisko. Zeenowiew, nauczony doswiadczeniem z przekraczania Kola Polarnego, tym razem nie skakal. Ostroznie, by nie ublocic bialych hajdawerow, przeczolgal sie na poludnie. Poprawiwszy czapke z pomponami scisnal w dloni bacik z dluga wstazka i raznym krokiem udal sie w strone majaczacych w oddali zabudowan. Garam masala alejkum!- pozdrowil przechodzaca kobiete w czerni. Ta zmierzyla go bacznym wzrokiem i blyskawicznym ruchem siegnela do kieszeni na wydatnej piersi…
W jej niebywale krzepkiej dloni ukazal sie telefon satelitarny samsung najnowszej generacji. Kilka szybkich ruchow kciukiem i owlosiona dlon z wlaczonym telefonem wyciagnela sie w strone agenta 0,7l: Komsomol z olejkiem! Witajcie w Korei! Komisarz Foma zyczy rozmowy - usluznie podala komorke, a jej niski glos zabrzmial mu dziwnie znajomo.
Owczarku! Ciebie się tu nie
spodziewałem! - Krzyknął uradowany i natychmiast
wyciągnął zza pazuchy kufajki tradycyjny płyn
powitalny znany w całej Europie Wschodniej, który
przezornie nabył w strefie bezcelnej.
A teraz - rzekł -
zdrowie komisarza Fomy!
Spełnili toast. Potem drugi. Potem
trzeci.
- Nie wiesz Owczarku gdzie tu najbliższa strefa
bezcelna?
Podhalanski jestem - obruszyl sie Podhalanski. Komisarz Foma polecil mi pojsc sladem tej torby z bobkami znalezionej na torach. Slad podjalem, ale urywa sie przy tamtym polu ryzowym - westchnal gleboko i wskazal na ryzowe tarasy rozciagajace sie w kierunku wsi. Faktycznie, cos tu brzydko pachnie - pokrecil nosem Zeenowiew i pociagnal solidnie z butelki. Macie tu, Podhalanski, rozejrzyjcie sie za pojemnikiem - i podawszy pusta butelke asystentowi ruszyl w strone pagody z duza antena na dachu. Moze tam bedzie lepszy zasieg.
Fakt, komisarz Foma jak nikt znał się na bobkach.
Ale - pytanie zawisło w próżni - co ja pociągnąłem? Wszak w butelce nie było od dłuższego czasu nic…
Komisarzu, pociagneliscie watek - usluznie zameldowal Podhalanski, zasalutowal i szybkim truchtem oddalil sie w strone ryzowiska.
W tym momencie Wątek poczuł się wyciągnięty, odprężony odłożył się na jeden z trzech boków…
Tymczasem we Wroclawiu komisarz Foma nerwowo stukal knykciem w biurko. Z telefonem przy uchu czekal juz od godziny! Ze sluchawki dobiegaly strzepki slow i ciche bulgotanie przerywane trzaskiem na laczach. Wreszcie jasny klarowny glos: Tu Zeenowiew, co jest?
Jest tak: Friedmann ma weksel Szapira z żyrem Glassa, rewindykator jest Barmsztajn… On daje dwadzieścia procent, franko loco towar jest Lutmana, tylko ten towar jest zajęty przez Honigmanna z powodu weksel Reuberga. Za ten weksel Reuberga można dostać gwarancję od jego teścia Rozencwajga, tylko on jest przepisany na Rozencwajgową, a Rozencwajgowa jest chora…
– Tu Zeenowiew! Melduję, że
pozostałe w butelce atomy azotu układają się w
binarny ciąg w postaci pliku MP3 z bardzo popularnym w Korei
Północnej dziełem muzyki polskiej: “Serce w
plecaku”!
– Zeenowiew — czy jesteście
pewni, że w butelce nie było wcześniej napoju
wyskokowego? — zapytał foma z Wrocławia, za
pośrednictwem satelity.
A co jej jest?
- Co by i nie było, to my dziedziczymy dwadzieścia procent, tylko
Lutmann musi mieć pewność, że Honigmann go wypuści, oczywiście, jeżeli
Rozencwajgowa jeszcze dziś się przeniesie na łono Abrahama, to Malwina
Fajnsztajn nie ma nic przeciwko, tylko Lipszyc musi mieć pięćset dolary…
- Cooo?
- Nie gotówkę, tylko połowę na reszte zwolnienie od protestu.
Jassne?
- Oczywiście że rozumiem.
- No !
- Tylko skąd pewność, że Rozencwajgowa by wyzioneła ducha?
- W tym sęk…
- Co?
- Sęk!!
- Kto??
- SĘK !!!
- Nic nie rozumiem
- Deska, w szrodku sęk!
- Jaka deska?
- Drzewo. Deska drzewniana, w szrodku sęk.
- Kto ma drzewo? LUTMANN???
- Jaki Lutmann, Lutmann ma manufakturę, a drzewo jest z lasu. Sie
ścina, sie rżnie na deski, jest deska, jest sęk.
- A gdzie jest ten las?
- Jaki las ?
- No że wspominałeś
- Co Ciebie obchodzi nagle ? W puszczy Białowieszczanskiej jest las!
Rosną stuletnie drzewa, sie ścina, sie rżnie, jest deska, jest sęk !
- A kto ma ten las?
- Kuba, o co Ciebie iidzie ? NIKT!
- To można kupić?
- Tę manufakturę?
- Nie, ten tartak…
- Jaki tartak, do cholery?
- No ten co sam mówiłeś, że się ścina i się rżnie…
- Kuba, odczep się, chodzi o to czy Rozencwajgowa wytrzyma do licytacji
!
- A ona sprzeda ?
- Co ?!
- Ten tartak
- Kuba, przecież… Jaki tartak do cholery ?!
- No że się ścina i się rżnie..
- Kuba!… Że mnie coś podkusiło powiedzieć jego ten sęk… Kuba, ja cofam
ten sęk. Ja cofam wszystkie sęki na świecie !
- Co ?
- Sęk.
- Który ?
- Że pisze w Kurierze Warszawskim tych sztychów. TO JA JEGO
COFAM !!!
- W Kurierze Warszawskim ? To było ogłoszenie ?
- Jakie ogłoszenie ?
- No że on sprzedaje
- KTO ???
- No ten, co pisze, że parceluje ten las. Słuchaj, tylko ten tartak to
ja bym zatrzymał dla siebie.
- Kuba… Po co tobie ten tartak ?… Złaź z tego tartaka!!!
- No wiesz, Rappaport, że ja Ciebie nie rozumiem. Ty budzisz mnie w
nocy. Pół godziny namawiasz mnie, żebym kupił las. A teraz
odmawiasz mnie od tego tartaka. To co to jest za interes ???
- Kuba…
- Zaraz, chwileczkę, spokój! Owszem, dajmy na to, ja daje dwa
tysiące na las. To kto inny bedzie miał tartak, tak? Będzie mnie
dyktował ceny? Będe jego dawał zarabiać na rżnięcie? To gdzie jest
LOGIKA ?… To wolę kupić ten tartak! Mam rację?
- Teoretycznie tak… Tylko że mię coś podkusiło. Staropolszczyzne sie
mnie zachciało. Sęk, sęk, równie dobrze mogłem powiedzieć, ja
wiem… - tu leży pies pochowany…
- …piees?
- PIES!
- Piesek! Jaka rasa?
- Szlag mnie trafi…
- Słuchaj, Rozencwajgowa ma na sprzedaż psa? Czy to jest może łyżew ?
Wiesz, ja bym chętnie kupił, bo Hipek bardzo chce mieć łyżwa… No,
ostatecznie może być sweter. Albo bulgot? Albo taki mały, biały
dupelek… Słuchaj, tylko bron Boże jajnik! A to jest - jaka rasa?
- Jaka rasa?… NORDYCKA, psiakrew odczep się od tego zwierzęcia,
nieszczęście ty moje!
- Słuchaj, Binieku, dwa tysiące za psa? Ja moge dać… trzydzieści
złotych. Duży piesek?
- OLBRZYMIE BYDLE!!! [słyszy telefonistkę] Złociutka, to nie do pani!
Znaczy, co? Chwileczkę, Kuba, ta rozmowa za chwilę będzie kosztowała
czterdzieści dwa złote!
- No co to znaczy czterdzieści dwa złote, jak się kupuje i las, i
tartak, i psa…
- Wiesz co ja ciebie powiem? Ty wez sobie ten las za darmo…
- A tartak?
- A TAR…. A tartak to ty sobie weź tyż za darmo…
- A pies?
- A pies?… A pies ci mordę lizał!!!!!!!!!!!!!!!
Foma, niczego nie jestem pewien
tylko tego, że przede mna wciąż 38 równoleżnik do przekroczenia.
A nikt mi tego wystarczająco nie ułatwia.
- Zeenowiew, czy ja cię kiedyś zawiodłem? Pogadałem z ludzmi od
kartografii przez najbliższą godzinę 38 równoleżnik jest jakieś
100 kilometrów na północ od ciebie. Witaj w Korei
Południowej. Możesz spokojnie wstać i podejśc, albo doczołgać się do
najbliższej drogi i dojechać autostopem, KIĄ czy Daewoo do Seulu, byle
szybko. Tam na rogatkach odbierze cie Pak Hok O’Sen, nasz człowiek o
stu twarzach. Dla ciebie będzie miał twarz model 65. Potem się
zdzwonimy.
Zeenowiew ukończywszy rozmowę z komisarzem położył na chwilę telefon na trawie. Nagle usłyszał jakiś dziwny szelest w pobliskich krzakach, więc cichym, kocim niemal krokiem zaczął się skradać w stronę domniemanego intruza. Wtem - łubudu! - straszny huk powalił go na ziemię. To wybuchł telefon. - Cholera, to juz nie tylko LG, ale i samsungi wybuchają - taka była jego ostatnia myśl przed utratą przytomności.
Pak Hok O’Sen klęczał
nad Zeenowjewem i polewał mu w usta kolejne 0,7.
- Wstawaj,
zaraz zasłona minie i równoleżniki wrócą
na swoje miejsce. Biegnij tymi schodami, tyko nieparzystymi, i
uważaj, by nie zgubić pantofli.
I uważaj, żeby używać
tylko nieparzystego pantofla!
dodał
Doda….
Doda….
Doda….
O
rany! Jak bym ją uściskał - pomyślał….
Tymczasem Doda kładła się
do łóżka. Samotnie. “Ach, ten Donald” -
westchnęła nostalgicznie. “On jest taki cudooowny…
prawie jak ja”.
Zapomniała dodać: i jak wszystkie
Doroty…
(Moze nie zabocyła, ino usnęła
i nie zdązyła dodać?
Ten komentorz to ocywiście
nie kontynuacja wątku, ino pobocno uwaga, ftórom prose
potraktować jako dodaskalia)
Wtem obok Dody zjawił sie
Owcarek….
Właśnie mi tego trzeba było! -
krzyknęła i zapomniała całkiem o bramkarzu Pogoni
Szczecin….
… i o imputowanym jej przez paskudną prasę springerowską nowym amancie...
Podhalanski został w PL, prosze nie robić burdelu w konstrukcji akcji.
Tymczasem John Burdell wyszedł na balkon rezydencji i spojrzał na rozciągający się bałagan…
Czy jeszce ktoś o tej porze coś
Doda?
- pomyślał komisarz. I zrobiło mu się
miło.
“Zdrowie Zeenowjewa”, powiedział do siebie, i wychylil toast prawie pełną puszką piwa. Ta peła puszka była najprzyjemniejsza o tej porze.
Doda OK, byleby tylko nie śpiewała
- opadła go po chwili refleksja. - Bo jak śpiewa, to
skrzeczy i syczy, aż gardło człowieka boli…
W
końcu komisarz był człowiekiem muzykalnym.
Jak najbardziej muzykalnym. Bez trudu odróżniał kiedy grają, a kiedy nie. I wtedy zagrała mu na nosie…
Dobrze, że nie na nerwach - pomyślał.
Ale i tak ma piekne, sztuczne piersi. Zrobiłaby karierę w Korei…
Nos jednak zadrżał…. Pojawiły się pierwsze krople…. Komisarz w całym swym jestestwie zadrżał i rzekł: czyń swą powinność….. Och…. Dodo…..
Po chwili opanował się, i żeby dać upust emocjom zadzwonił do Podhalańskiego z prawdziwie staropolską wiązanką… Kiedy skończył doszedł do wniosku, że nawet Doda nie wytrzymałaby do jej końca…
Agent CIA John B.- rezydent na Seul i
okolice, siegnal po lornetke z noktowizorem. Balagan pod balkonem
rezydencji? Ostatnio krecil sie tu podejrzany element, a na czarnym
rynku ceny bobkow siegnely zenitu. Na wszelki wypadek wlaczyl
nagrywanie biometryczne i przez satelite poslal do
centrali.
http://youtube.com/watch?v=Qi6_TV6Llg4
Co by nie powiedzieć, marzył
mu się koniec z Dodą….
A telefon okazał sie
być całkiem przydatnym narzędziem w tej akcji.
Tylko jednego już biedny komisarz nie wiedział. Że nie będzie już mógł się połączyć z Zeenowiewem, pozbawionym telefonu, lecz cudownie ocalonym. Kto spowodował zdalnie ten wybuch? Czyżby John B.?
Mike Sattelita odepchnął J. Buredll’a i spojrzał z wyrzutem na Spencera Ballkoone’a. Przecież nie miał prawa Doda’ć ani słowa! A on bezczelnie wciąż tokował! Komisarz nie wytrzymał: aresztuję Was! I wszystkim opadła szczęka, którą po chwili podniósł Owcarek i najzwyczajniej w świecie połknął.
Się wie, że całej szczęki na raz nie dałby rady.
I nikt się temu nie zdziwił. Albowiem komisarz, przebywając w stolicy Dolnego Śląska, nie mógł aresztować ani Mike’a, ani Johna, ani Spencera, przebywających w Seulu. Po prostu mu się to przyśniło… Ech, nie trzeba było pić tego piwa, coś mi chyba dosypali - westchnął i przewrócił się na drugi bok.
John B. w tajnej depeszy do centrali meldowal pilna potrzebe zwiekszenia srodkow na zakup materialow operacyjnych. Pierwsze proby zastosowania bobkow w bateriach do telefonow okazaly sie obiecujace. Jednakze te ceny! Jego agenci w fabrykach LG i samsunga tez coraz bezwzgledniej domagali sie podwyzki… Nie wiedzial, jak dlugo jeszcze bedzie w stanie wykonywac ten wyczerpujacy zawod. No i ci niewdzieczni Koreanczycy! Wszystkie zaslugi w wygraniu Expo przypisali natychmiast sobie!
Oczywiście nikt nie mógł przypuszczać, że komisarz ma trzy boki. To trzymała tajna kancelaria w tajemnicy przed Prezydentem , Tyłojentem, Przodobientem, Bokobientem i innymi ientami. Jedyny Wszystkobient widział, ze jak Doda do jednego dwa - wyjdzie mu bokiem.
Nadludzkim wysiłkiem woli komisarz Foma powstrzymał się od …. e… kolacji. Doda’ł sobie animuszu w trakcie porannych zdrowasiek. Zawsze, ale to zawsze, dzień, czy noc, zima, czy lato bez względu na porę: zawsze był gotów. Tym razem został po raz pierwszy ugotowany.
John B. przez chwile pozazdroscil swemu przeciwnikowi po drugiej stronie. 3 tygodnie w szpitalu! Tak lezec w blogiej ciszy… No tak, wypadaloby poslac mu kosz owocow i jakis liscik. W naszych sferach nobles oblize. Siegnal po przygotowana na takie okazje papeterie z czerpanego ryzowego papieru. “Dear Comissioner Z. I’m very sorry, ale niebawem odzyska pan sluch”.
W każdym razie komisarz Foma, leżąc na jednym ze swych boków, ile by ich tam nie było, zasnął już głębokim snem. I nie wiedział nawet, że to po prostu głupi bobek w baterii telefonu, który wybuchł Zeenowiewowi, sprawił, iż nie będą się mogli porozumieć długo jeszcze… Tymczasem Zeenowiew, wciąż w drodze do Seulu, zgubił oba pantofle. A przecież Pak Hok O’Sen go przed tym przestrzegał… Jak teraz nasz dzielny bohater pokona dalsze kilometry?
Tym bardziej, że go zgarnęli do szpitala...
Agenci z miasta W. w poludniowo-zachodniej Polsce donosili o innych pomyslnych probach z nowym materialem dywersyjnym. Bobki w piwie - calkowicie niewykrywalne organoleptycznie okazaly sie swietnym srodkiem narkotyzujacym. Jedyne uboczne dzialanie - meczace wizje polnagich kobiet z syntetycznym biustem… Coz, tzw. szkody kolateralne, choc minimalne, trzeba akceptowac.
Doprawdy któż by pomyślał, że tak ekologiczny środek jak bobki właśnie może okazać się tak skuteczny i tak wielofunkcyjny. A główną jego zadą (a może waletą?) jest taniość.
Hak PAK O’Seen wreszcie miał
hfilę wystchnienia. Wszyscy myśleli, że to chwila, a
to hfila była…. Jednak on nie pszejmował sie
Nitzsche’m. Nawet mu do głowy nie pszyszło, że
ktoś mógłby przez RZ….
Ale wcionsz
pamientał o Owcarku. Pszeciesz ten pszyjaciel go nigdy nie
zawjudł.
A pszyjaciuł nie zostawia się w biedzie.
Wzniecanym wizjom towarzyszyl jednak wzrost animuszu zdrowaskowego, wiec szkody uboczne nie wzbudzaly w ofiarach, ani w ich otoczeniu, zadnych podejrzen.
Tymczasem w seulskim szpitalu Zeenowiew otworzyl oczy. Gdzie jestem?- wyszeptal. GDZIE JESTEM? - wrzasnal. Odpowiedziala glucha cisza…
Przecież mieliśmy podbić
Koreę. A może to już się stało? A może
wybuchła bomba atomowa? - ogarniało go coraz większe
przerażenie. - Dlaczego ja nic nie widzę? No,
dlaczego?
Aaaaa… bo mam oczy zamknięte!!!
Ciemność widzę! Ciemno!
Wykrztusił i popadł w zamyślenie…
Jest to z
jednej strony problem konstytucyjny, “nie zawsze precyzyjnie do
końca uregulowany”, a z drugiej strony - “problem
faktyczny”. Tak powiedziawszy zanim zamknął oczy,
zamknął oczy i rzekł.
Inspektor O’Jaeckaew
przyjdzie mi z pomocą.
Otworzył lewe oko i nadal nic nie
zobaczył. Otworzył prawe oko — i to samo…
Chyba
nic nie widzę — wydedukował.
Hak PAK O’Seen wahał się. Wahał się od dłuższego czasu, myśląc jak by
tu dobrać się do ‘Archiwum Alicji’, w którym są wszystkie
rozwiązania? I wahał się dalej.
W końcu, tak trzeba, gdy się człowiek ukrywa w zegarze z kukułką…
Przebrany za wahadło.
Uff… westchnął Hak PAK O’Seen. Co prawda wzdychanie jest bardzo nieprofesjonalne, ale po sprawdzeniu trzech domów w poszukiwaniu Zeenowiewa (pozostało mu już tylko 2946, więc będzie z górki) znalazł pierwszy ślad.
Płyta od razu wydała mu się podejrzana. Na okładce było: “Die Entfuhrung aud dem Serail”, a przecież uprowadzenia to temat dla jego resortu, a nie dla jakiegoś ministerstwa kultury. Po drugie realizacja pochodziła z Salzburga, a jak Hak PAK O’Seen wiedział, Salzburg jest miastem położonym blisko Polski, bo w Europie, więc zapewne kierujący akcją foma wielokrotnie miał z nim kontakt, zwłaszcza po wstąpieniu Polski do UE, na okładce zaś występowała data: 2006. Po trzecie… po trzecie nic się nie zgadzało — rozwiązanie wymagało albo szyfru, albo 0,7l.
Hm… namyślał się Hak PAK O’Seen… hm… jacyś goli ludzie biegają po
scenie… hm… We dwoje. Potem się zasłaniają na znak z zewnątrz… Czyli
goli to jakiś znak. Słowo goli pochodzi od słowa ‘golić’ — na tyle Hak
PAK O’Seen język polski znał (gdyby znał lepiej rozpatrzył by także
pochodzenie od ‘gołoledzi’), a golenie są albo odcinkami kończyny
dolnej, albo zajęciem cyrulika. Cyrulik zaś był Sewilski… Zadzwońmy
więc do Sewilskiego — pomyślał Hak PAK O’Seen i wyjął komórkę.
Było to
LG…Tymczasem Zeenowiew ponownie otworzyl oczy. Ciemnosc i
przytlaczajaca
cisza bez zmian. Czy ja jeszcze zyje?- Pomyslal. Mysle, wiec jestem -
dedukowal w wytrenowanym na Lubiance stylu. Wprawnym ruchem dloni
obmacal otoczenie. Na koldrze lezal podluzny przedmiot, obly i znajomy
- pilot od telewizora plazmowego. Machinalnie przebiegl palcami po
klawiaturze i juz wiedzial: samsung! Pieszczotliwie przycisnal
ergonomicznie uksztaltowany przycisk. Feeria kolorow rozblysla w drugim
koncu niewielkiego pokoju.
Aha, nie jest zle - pomyslal. Moj wzrok nie ucierpial, ale gdzie
pantofle? W migotliwym swietle ekranu dostrzegl kosz z owocami stojacy
obok lozka. Ananas, kaki, mandarynki i list z papeterii ze znakiem
wodnym. Lisc bobkowy - stwierdzil patrzac pod swiatlo. Ach, ten stary
Burdell, pamietal jak zwykle… Zeenowiew dyskretnie otarl lezke. Dobrze
ze w pokoju nikogo nie bylo. Twardym zolnierskim gestem przelaczyl
program i brutalnie obral soczysta mandaryne…
http://youtube.com/watch?v=xCmMPB6zemY
Smak dojrzalego owocu przywolal wspomnienia mlodosci. Ciemna spelunka,
opiumowe pieklo i ich czterech przy stole: on, Burdell, Puccini i
Borys, i ta japonska kelnerka Cio-Cio San z dzbanem sake w
snieznobialych dloniach… Pukanie do drzwi dotarlo don jak przez wate,
sluch powracal powoli. Wejsc! Pak Hok O’seen dyskretnie otworzyl drzwi
lokciem, rece mial bowiem zajete sporym pakunkiem. Ach, moje pantofle!
- ucieszyl sie Zeenowiew. Szybko siegnal reka w glab prawego,
haftowanego jedwabiem trzewika. OK - kluczyki byly na miejscu,
instrukcja obslugi rowniez. Komisarzu, jest jeszcze fax do pana -
Zeenowiew rzucil okiem na pismo i zbladl… Godzina nadania 16:03
Pasujacy do kluczykow samochod czekal w
umowionym miejscu…
http://youtube.com/watch?v=elWf8nI6ivw&feature=related
Ja im pokaze 16:03! I jeszcze komisarzem mnie tytuluja, mnie,
inspektora z licencja i instruktora sluzb z dyplomem i dwiema
pieczatkami!
Ja tu zaraz kogoś ukatrupię! - ryknął Foma - Jeden Burdell by tego nie
mógł tak spieprzyć, to musiała być jakaś międzynarodowa szajka!
Nawet
nie pozwolą się napić i położyć na boku! Co to jest?! I tylko podsuwają
jakąś panienkę jak ze świerszczyka, co to na bobkach nabrał tuszy!
Trzeba działać, zaproszę ich na szkolenie, w Kruszwicy…
Fax do fomy:
Szkolenie w Kruszwicy odwołane. Zapowiedziano kontrolę z UE,
która
poszukuje tajnych więzień CIA. Zafrapowały ich donosy o torturach przy
pomocy myszy.
Zeenowiew jeszcze raz zerknal na fax lezacy na drugim siedzeniu.
“Zimerman nie przyjedzie, boli go kolano”. A wiec sprawa wyglada
gorzej, niz przypuszczal. Nie pozostaje nic innego, jak zmobilizowac
uspionego agenta w Genewie. Monsieur P. wpasuje sie wszedzie. Ale moze
najpierw kontakt do Ravela na Quai d’Orfevres…
“Zimerman nie przyjedzie”… a wiec w Brukseli wiedza juz o Kruszwicy. Ja
im nogi… tym patalachom ![]()
Zeenowiew postanowił przekazać wiadomość przez kuriera — Juliusza S.,
pseudonim “Wieszcz”, który pod pozorem pielgrzymki do Ziemi
Świętej,
udawał ojca zadżumionych, by uniknąć kontroli celnej.
Komisarz Foma niecierpliwie spogladal na swoj zegarek swiatowej marki
Poljot. Kazdy z siedemnastu rubinow okupiony byl wyczerpujaca sluzba
dla dobra Ojczyzny. I teraz ta komisja w Kruszwicy… Zimny pot drobnymi
kropelkami splywal mu pod ciepla zimowa bielizna. Wreszcie! Zdyszany
Podhalanski meldowal w biegu: Szefie, nie wiem jak to wyrazic… Jest
wideo z kamery na lotnisku. Tu jest kaseta! No dobra, ale co na niej
jest? Pan sam zobaczy! - Podhalanski wsunal kasete w odtwarzacz:
http://youtube.com/watch?v=kJZQkslDBjM
Aspirant Podhalanski tesknym wzrokiem spogladal na przegub komisarza.
Poljot Aviator z polerowanym genewskim werkiem lsnil szykownie. Gdziez
mu, prostemu posterunkowemu, do takich luksusow. Ale na model KGB Black
mial juz uskladane… Czasem pod nieobecnosc szefa lubil sobie popatrzec
na pewna witryne.
http://www.aviator-watch.com/html_jewels/other_preview.htm
http://www.vostok.ch/
A coz wy tu, Podhalanski ogladacie? - Ostry glos komisarza Fomy wyrwal
aspiranta z marzen.
- Jezyk, sefie, jezyk slifuje - wyseplenil zaskoczony.
- Czy Zeenowiew odpowiedzial na nasz faks?
- Jus sprawdzam - Podhalanski rzucil sie w strone dalekopisu…
Z wnetrza wiekowej maszyny wysuwal sie niekonczacy arkusz papieru i
wijac malownicze esy skladal w zgrabne floresy na zielonym linoleum.
Wsrod meldunkow o kradziezach, napadach, wyciekach i przeciekach w oczy
rzucil sie krotki tekst najwyrazniej pisany na kolanie: “Przyjezdzam
wtorek wieczor, tranzyt przez Melbourne. Z.”
Pani Ala, fertyczna “kobieta od wszystkiego” z impetem trzasnela
drzwiami od komisariatu.
Komisarzu! - rzucila na przywitanie. Podhalanski, skulony za
dalekopisem, z satysfakcja obserwowal, jak jego szef nerwowo przelyka
sline pod krzywo zawiazanym krawatem. Z palcem wskazujacym w doniczce
biurowej paprotki sekretarka patrzala surowo na Fome. Komisarz
chrzaknal, wyprostowal sie i krzyknal na aspiranta: Podhalanski, wiecie
gdzie konewka!
- I jeszcze dwie kawy!- dorzucila pani Ala sadowiac sie za swoim
biurkiem - Cos nowego pod moja nieobecnosc?
- Zeenowiew przyjezdza we wtorek, przez Melbourne! Chyba jest troche
wkurzony, Burdell w Seulu pomieszal mu szyki.
- OK, on lubi barszcz z lisciem bobkowym… Podhalanski, pojdziecie na
zakupy.
"Samoloty Qantas nigdy nie spadaja, nie spadaja, nie…” kolataly w
glowie
Zeenowiewa slowa Burdella spotkanego na seulskim lotnisku. A wiec slad
prowadzil do Melbourne… Tymczasem na swoim niezawodnym rosyjskim
kolanie pisal nastepny faks do Fomy : “W Warszawie przebywa agent BND
Hoffman, incognito ma sie rozumiec. U strozki pytac o Kupfera.
Zobaczcie, co wam opowie.
Przycisniety do czarnego muru Kupfer nie wahal sie dlugo. Jest uklad.
Japonska triada sle swoich ludzi grupami po dziewieciu. Znak
rozpoznawczy: lalka w lalce. Uwazac, sa uzbrojeni w generatory dzwieku
na rosyjskiej licencji. Sprowokowani walcza grupowo. Najlepiej nie
draznic, zaopatrzyc sie w oropax extra strong.
http://youtube.com/watch?v=09q9JFceY10