Beata
pisze:
2008-06-17
o godz. 23:17
Jak już wspominałam, dzieło powinno zacząć
się od hymnów pochwalnych na cześć świetlanej
postaci Króla / Królowej (w naszym przypadku oczywiście
pani Kierowniczki). Wszystko co się rusza wychodzi / wypełza
wtedy na scenę i żarliwie śpiewa
![]()
Bobik
pisze:
2008-06-17
o godz. 23:23
Proponuję modyfikację, którą poddała
sama Adresatka w Gotowalni. Adresatka unosi się na szpilkach nad
bazyliką w Licheniu.
![]()
Bobik
pisze:
2008-06-17
o godz. 23:33
x Nagle z licheńskiego minaretu (patrz:nemo w Gotowalni) wypływa chmara ośmiornic, które usiłują ideologicznie wpłynąć na Panią Kierowniczkę. P.K., energicznie wymachując uszpilkowanymi stopy, wzywa na pomoc Koty. Tu następuje Aria Do Kota, którą śpiewa drugim, zapasowym głosem przebrany za Kierowniczkę woźny.
Bobik
pisze:
2008-06-18
o godz. 00:00
x Nikt nie wie, że woźny trzyma w piwnicy puszkę ze zbrodniczymi instynktami i potranszowanym na zgrabne kawałki sopranem słynnej Pandory. Podczas śpiewania arii niepostrzeżeniepodrzuca kawałki sopranu w miejscach strategicznych. Zwiedzione tym koty wpadają na scenę i już mają się rzucić na przebraną za irlandzkiego wilczarza Kierowniczkę, kiedy…
Piotr
Modzelewski pisze:
2008-06-18
o godz. 00:18
..kiedy Kierowniczka pod wpływem jakiegoś tajemniczego wewnętrznego nakazu rzuca wszystko i udaje się na pielgrzymkę do Lichenia. Tam pragnie zaznać ukojenia. Dołącza do idących tam pielgrzymów - i na tle ich ponurycg śoiewów qwykonuje arię “Gdzieżeś mój spokoju wewnętrzny, gdzie”. Zwabiony boskim śpiewem Kierowniczki nagle pojawia się we własnej osobie sam…..
x…Spokój Wewnętrzny, pod postacią
wielkiego dostojnego kocura. Myślał, że Kierowniczka
wabi go w celach kulinarnych, a co najmniej pieszczotliwych. Kiedy
widzi, że spotkał go zawód, wymiaukuje arię:
“Miau,
miau, ach, com ja miał,
Co bym miał, gdyby ktoś mi
dał”…
Bobik
pisze:
2008-06-18
o godz. 00:24
x … kiedy równocześnie z prawej i lewej strony sceny pojawia się Alicja z Krainy Kotów, która wyjaśnia na przemian z chórem, kogo należy drapać. Koty, szczekając koloraturowo, zwracają się przeciw ośmiornicom, które spływają w podskokach i kryją się w zakamarkach bazyliki. Złowrogi Woźny ucieka do Dakoty, zostawiając swój numer na komórkę detektywowi Rutkowskiemu. Alicja wychodzi dospać, zapowiadając, że wróci w drugim akcie. Na scenie zostają mruczące diminuendo Koty i wniebowzięta Kierowniczka. Kurtyna, koniec pierwszego aktu, owacje na szpilkach!
Psia aria:
“Ach, Kooość, ach, Kooość,
Ja
nigdy nie mam jej dooość!
Hau hau, hau hau,
Niechby
mi ją ktoś zabrał!
Ujrzałby zęby me,
Jak
ostre - każdy wieee…”
Piotr
Modzelewski pisze:
2008-06-18
o godz. 01:02
No dobrze, to ja pociągnę kawałek
x Aria kota kończy sie niespodziewanym przez nikogo pojawieniem się psa. Kot ucieka, pies natomiast, nie bacząc na tłum pielgrzymów i złowieszczego przewodnika - obwąchuje sakwy podróżne pielgrzymów, nigdzie jednak nie wyczuwa kości. Wtedy zniechęcony śpiewa arię: “Ach. koość, ach koość”. I schodzi z widoku. W czsie tej arii kilka pielgrzxymek powodowanych zawiścią i zazdrością o piękny głos Kierowniczki ( a tym samym bardzo niebezpiecznej rywalki w zawodach o względy demonicznego przewodnika” nasączają buty Kierowniczki jadowitą trucizną. Ona sama w tym czasie została porwana “w dziką sarabandę snu”.
Bobik pisze:
2008-06-18
o godz. 01:04
Nie, Piotrze, nie mogę się z Tobą zgodzić.
Najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy z temperatury uczuć
łączącyh psa z Kością. Rozstania, powroty,
porwania, zakopanie żywcem - ileż tu możliwości
dramaturgicznych! Tragiczne zakończenie też możliwe,
np. Kość zostaje zatruta przez czarny charakter. Wtedy na
początku Pies musiałby śpiewać arię
taką:
x
Ach Ko,ści ma, ma Kooości,
ja zjadł,
bym cię, z miłooości,
bo Kości czar
w mych
żyłach żar
rozpala na, miętno-ho-ho-ści!
A potem, już po zjedzeniu zatrutej kości:
Ach jakiż ból rozpełza się
po łapach
i ogonie!
Tak w trzewiach rwie, że chce się
mnie
wypłakać gdzieś na stronie.
Lecz nie, o
nie,
nie poddam się
i z Kością mą w mem
łonie
zakończę życie swe!
Zakończę
żyyyyyyyyyyyyyyyy
cie swe!