- Czy my się znamy? – dopytywał się Zeenowiew, generał, nie lejtnant. Dzień wcześniej rozpoczął, odwróconym śladem Napoleona, drogę do Paryża, ale wysiadł okazyjnie w Kutnie. ”
Jaki dzien wczesniej 8O Raczej tydzien. Ile sie jedzie ze stepow Azji Srodkowej pociagiem do Kutna? I nie wysiadl okazyjnie, tylko myslal, ze juz dojechal, z powodu feerii swiatel i w ogole… Gosc jadacy z Paryza do Moskwy wysiadl takze w Kutnie, z tego samego powodu ;)


~Jakem obiecał, dłuższy początek nowego odcinka z trupem i wschodnim ekspresem w tle:

***
Na dworze świtało. Pociąg relacji Paryż-Moskwa mijał śląskie krajobrazy, kiedy w wagonie sypialnym rozległ się przeraźliwy krzyk: Mon Dieu, mon Dieu!
Zaspany konduktor wybiegł z przedziału służbowego niezdarnie dopinając mundur. Przerażona pasażerka w rozchełstanym negliżu niemo wskazywała na krwawy ślad na zielonym dywanie.
Niedbale przyszyty złoty guzik od uniformu potoczył się po wykładzinie, kiedy konduktor schylił się, by dotknąć palcem czerwoną plamę. Oblizawszy dwukrotnie, wytarł palec w służbową chusteczkę i autorytatywnie wydeklamował basem.
- To nie jest ketchup, za mało pikantne. To mi wygląda na krew. Ale najlepiej, żeby wypowiedziała się policja. Za kwadrans mamy postój. Proszę, by wszyscy pozostali na miejscach. Zawiadomię lokalne władze, by czekali na peronie.

I
Generał Zeenowiew przeciskał się przez zatłoczony korytarz. - Dziwne – pomyślał - do Moskwy jeszcze kawał drogi, a tu tłum jak na defiladzie.
Wejście do przedziału tarasował dodatkowo konduktor, trzymając w ramionach damę, która ostatniej nocy wolała ramiona generała. Oboje parzyli na Zeenowiewa oskarżycielskim wzrokiem. - Czyżby Alik coś przeskrobał? – pomyślał generał, ale zaraz odrzucił ten trop. Wytresowany przez niego kot wiedział znakomicie, jak należy zachowywać się na wrogim terytorium NATO. - Chodzi o coś innego – stwierdził tylko trochę uspokojony, bo podróż z Paryża wcale nie należała do przyjemnych.
Szczególnie wjazd do Polski. Jakby pogranicznicy chcieli wszystkim wbić w pamięć odchodzącą w przeszłość granicę obszaru Schengen. Biegali od przedziału do przedziału, zaglądali w każdą dziurę i krzyczeli „paszporty!, paszporty!”. Jakby kogoś szukali, a nie grzecznie dziękowali za wizytę w eurolandzie. Ech, gdyby mógł pogonić tych chłoptasi jak swoich mołojców na manewrach… Co prawda miało to swoje pozytywne efekty, ot, choćby ta przestraszona paniusia, która do uspokojenia potrzebowała jego dłoni artylerzysty.
- Szczo? - zaatakował konduktora z najbliższej odległości pytaniem prosto w twarz.
- W pana przedziale jest krew. Wycieka z tego kufra – konduktor wskazał na solidną skrzynię z metalowymi obiciami.
- O, to może wreszcie ktoś zabierze ten futerał – ucieszył się generał. – W ogóle nie rozumiem, dlaczego nikt nie uprzątnął przedziału. Gdybym taki bajzel zastał u mnie w koszarach to… - rozpędzał się Zeenowiew, ale przepraszającym tonem przerwał mu konduktor.
- Mało ludzi mamy… Kiedyś sprzątali dysydenci, ale teraz ludzie wolą Irlandię albo zasiłki, a nie robotę.
Generał w duchu przyznał mu rację. Dysydenci to była znakomita, wykwalifikowana siła robocza.

II
Komisarz Foma zajadał poranny kebab. Zeenowiew kupował w kiosku prasę na podróż – „Gramophone”, „Playboy”, „Politykę” i „Cztery kąty”.
- Mebluję nowe mieszkanie, służbowe – odparł na pytające spojrzenie Fomy. Z Podhalańskim pożegnał się przed wejściem na dworzec, dlatego nie musiał mierzyć się z jego zgorszeniem.
Pociąg do Moskwy wjeżdżał na peron, zatrzymując się z piskiem hamulców. Komisarz zdziwił się, że nikt nie wychodził ze środka. Dopiero po chwili pojawiła się jedna osoba, zamykając zaraz za sobą drzwi.
Konduktor. Rozglądał się bezradnie dookoła.
- Policja – zawołał. Komisarz pomyślał, że informacja o utrzymaniu patroli przy pociągach międzynarodowych dobrze wryła się w pamięć. Jednak patrol się nie pojawił. – Policja, policja – zawołał głośniej konduktor. – Czy jest tu ktoś z policji? – z gasnącą nadzieją dodał po pauzie.
Rozejrzawszy się jak wcześniej konduktor, Foma stwierdził smutno, że przyjdzie mu reprezentować formację. Błyskając legitymacją podszedł do kierownika pociągu. Po krótkiej wymianie zdań poprosił Zeenowiewa o wsparcie i w trójkę zagłębili się w korytarzu.

III
Komisarz Foma kluczykiem do katarynki otwierał zamek podejrzanego kufra. Po kilku sekundach wieko odskoczyło i oczom komisarza ukazało się ciało. – Ramka – powiedział ściśniętym głosem. – Teraz wiadomo, co Monsieur P. zrobił z Ramką.
- Apiat paszporty?
Komisarz zdziwiony odwrócił głowę. Zeenowiew zamarł w zdziwieniu. Zza drzwi przedziału wyglądał generał. Teraz on się zdziwił widząc swojego sobowtóra.
- Proszę się rozejść. Kto do cholery wpuścił tutaj bez zezwolenia jakiś amatorów? – śpiewny tenor wyrwał ich ze sceny jak u Giotta. – Podkomisarz Klaster – przedstawił się podnosząc w górę legitymację.
Komisarz Foma w myślach zauważył, że nowoprzybyły jest w ich gronie najniższy rangą.

~ foma, widze, ze przejales inicjatywe i wiesz, co dalej, wiec pisz, pisz, nie bede sie wtracac. Kot generala nazywal sie dotad Putin (”krzyzowka z Alikiem nieaktualna”), czy to oznacza, ze Putin jednak zostal w Lyonie?